Michał Przysiężny
Poniedziałek, 30 lipca 2007
godzina 20:00
Czy mógłbyś powiedzieć kilka słów o dzisiejszym meczu?
Bardzo się cieszę, że udało mi się wygrać. Szczególnie, że końcówka meczu była bardzo ciężka. Takie ciężkie końcówki setów z tak mocnymi tenisistami mogą zawodnika usztywnić, jest to swoisty "strach przed zwycięstwem". Cieszę się, że dziś udało mi się tego uniknąć. Wygrałem bez tie-breaka, 7/5. W tie-breaku wiadomo, że mogłoby być różnie. Cieszę się, że udało mi się awansować do kolejnej rundy. Chciałbym powtórzyć sukces sprzed roku i awansować do ćwierćfinału. Wtedy pomyślimy, co dalej.

Publiczność mocno Cię dziś wspierała.
Było bardzo dużo ludzi, oczywiście słyszałem ich doping. Na pewno dodawało mi to otuchy, motywacji. Chciałem wszystkim bardzo podziękować za ten gorący doping.

Ostatnio grałeś bardzo dobry mecz z Bjoerkmanem. Wydaje się, że powinieneś ten mecz wygrać. Czy dzisiejsza wygrana to efekt wyciągnięcia z tamtej porażki odpowiednich wniosków?
Myślę, że tak. Dzisiejszy mecz był do tamtego bardzo podobny. W pierwszym secie cały czas prowadziłem, W drugim secie nie wiedzieć czemu odpuściłem, jednak cieszę się że tutaj udało mi się tę trzecią partię rozstrzygnąć na swoją korzyść. Pokazałem, że trzeba walczyć do końca. Nawet jak w trzecim secie było 0:2 nie poddałem się.

Między pierwszym a drugim setem byłeś w dołku. Jak zdołałeś to przezwyciężyć?
Fizycznie czułem się dobrze. Ostatnio graliśmy w Grecji w Pucharze Davisa, grałem tam ponad 3 godziny. Wiedziałem, że fizycznie jestem mocny. Myślę że bardziej "siadłem" psychicznie, byłem zmęczony ciągłym przebijaniem piłki. Ważny był gem na 1:2, gdzie było już bodaj 15:30. Wygrałem tego gema i wróciłem do gry. Wiadomo, że od stanu 0/3 ciężko byłoby podjąć walkę.

Ostatnio jednak grałeś w Poznaniu, w turnieju Porshe Open. Przegrałeś gładko z tenisistą słowackim. Czy tamten meczy był tylko pewnym rodzajem przetarcia przed Orange Prokom Open?
Nie chciałbym na ten temat się wypowiadać, bo nie zabrzmi to zbyt profesjonalnie. Są w Polsce takie piłki - Tretorn - które w ogóle mi nie leżą i chyba nie udało mi się tymi piłkami wygrać seta. Nie da się nad tymi piłkami panować, strasznie lecą. Nienawidzę nimi grać. Podobną opinię na temat tych piłek ma większość zawodników. Po tamtym meczu, dzisiejszego spotkania w Sopocie bardzo się obawiałem. Nie wiedziałem co było przyczyną tak złej gry. Wmówiłem sobie jednak że to wina piłek. Dziś swoją grą chyba to potwierdziłem.

Musisz więc jeszcze zawodowo dodać jakimi piłkami gramy w Sopocie.
Są to Heady ATP. Są dobre.

Nawiązując do piłek. Dziś po zmianie piłek zyskiwałeś przewagę. Czy to wynik Twojej lepszej gry, czy słabszej dyspozycji Volandriego?
Volandri jest zawodnikiem defensywnym. On preferuje długie wymiany, więc woli piłki wolniejsze. Dlatego też starałem się grać szybciej, ale nie chciałem się też "podpalać", spokojnie rozgrywać piłkę.

Były momenty, że przechodziłeś na wymiany i te wymiany wygrywałeś.
Nie mogłem cały czas wygrywać atakiem. Również musiałem pokazać, że on nie może tylko przebijać i czekać na mój błąd. Nie zawsze udawało mi się te długie wymiany wygrywać, ale warto było je prowadzić, by właśnie pokazać że też potrafię dużo biegać i przebijać, że jemu nie wystarczy jedynie skutecznie się bronić.

Wydawało się, że Włoch nie serwuje zbyt mocno. Miałeś jednak z jego serwisem duże problemy.
Voalndri zagrywa 95% piłek do backhandu , to jest taki "drugi serwis". Dodatkowo kort był dziś bardzo ciężki, więc ciężko było od razu kończyć. Wszyscy mi mówią żebym, nie próbował kończyć od razu returnem bo wiąże się to z dużą ilością błędów. Do tego przy takim korcie te piłki kończyć jest niezwykle trudno.
 
Środa, 08.09.2010

©1999-2007 Prokom Investments SA