 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |

Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski Środa, 1 sierpnia 2007 godzina 16:00 |
Co możecie powiedzieć o dzisiejszym spotkaniu?
Mariusz Fyrstenberg: Wiedzieliśmy, że będzie to trudny mecz. Ostatnio nie graliśmy razem, trzy turnieje graliśmy oddzielnie. Nie wiedzieliśmy za bardzo czego się po sobie spodziewać. Dodatkowo nasi dzisiejsi rywale to zawodnicy nieobliczalni, którzy są w stanie zagrać naprawdę dobry mecz. Cieszę się jednak, że dobrze serwowaliśmy - nasza główna broń czyli dobra zagrywka znów zaczęła funkcjonować jak należy.
Marcin Matkowski: Jesteśmy bardzo zadowoleni, że udało nam się dzisiejszy mecz wygrać. Przed meczem byliśmy pełni obaw, tym bardziej że jak Mariusz wspominał nie graliśmy ostatnimi czasy zbyt wielu meczów razem. W tym momencie zniknął pierwszy stres, jaki mieliśmy przed turniejem. Wiadomo, że presja na zwycięstwo w Sopocie jest ogromna. Dla nas również każdy inny wynik niż wygrana będzie rozczarowaniem. Każdy liczy, że po zeszłorocznym niepowodzeniu tym razem uda nam się wygrać. Cieszymy się, więc, że po ciężkiej walce udało nam się ten ciężki meczu wygrać.
W dniu dzisiejszym widać było, że gra sprawiała Wam dużo radości. Nie zawsze tak było...
M.F.: Tak, na pewno atmosfera jest świetna. Nawet przy stanie 5/6 gdy mój serwis został przełamany, Marcin podszedł i mobilizował mnie, abyśmy od razu odrobili tę stratę. Nie zawsze tak było. Bywało, że gdy nie szło to obaj graliśmy "dwa single", nie tworzyliśmy zespołu. Teraz radość z gry wróciła, myślę że jest to też efektem naszego odpoczynku. Dodatkowo cieszyliśmy się z dobrej gry. Myślę, że było fajnie.
Czy Wasz powrót to tylko Sopot, czy razem będziecie grać dłużej?
M.M.: mamy teraz w planach turnieje w Cincinatti, Montrealu i US Open. Mam nadzieję, że będzie nam szło tak dobrze jak tu w Sopocie, gdzie już jesteśmy w ćwierćfinale i liczymy na więcej. Pamiętamy jednak o słabym początku tego roku. Oczekiwania były duże, ale wyniki nie były najlepsze. Gra może nie wyglądała najgorzej, ale nie było wyników. Teraz liczymy, że ten turniej w Sopocie będzie początkiem naszej lepszej gry i że wyniki jakie osiągniemy w USA i Kanadzie będą dużo lepsze.
Z czego wynikała wasza gorsza gra na początku sezonu?
M.F.: Na pewno zmęczenie. Na początku roku "goniliśmy" Masters w Szanghaju, graliśmy bez przerwy kilkanaście tygodni. Nie powinniśmy tak robić. Efektem tego był spadek formy i zmęczenie, a do tego oczekiwania cały czas były duże. Z turnieju na turniej, po kolejnych porażkach frustracja się potęgowała, ale myślę że teraz wszystko jest już w porządku. Na Szanghaj już się nie nastawiamy.
M.M.: No, chyba że wygramy US Open i dostaniemy się tam "z automatu".
Już po raz drugi przerabiacie tę samą sytuacje - rozchodzicie się na jakiś czas, po czym nie osiągacie indywidualnie większych sukcesów i wracacie do wspólnej gry. A co by było, gdyby te sukcesy były? Gralibyście tutaj razem?
M.M.: W Sopocie z pewnością byśmy zagrali, jest to dla nas bardzo wyjątkowy turniej. Gdybyśmy obaj mieli wyniki, na pewno trzeba by się nad tym zastanowić. Ale specjalnych wyników nie mieliśmy. Jak przegrałem trzykrotnie w pierwszej rundzie, Mariusz raz awansował do drugiej. Na razie gramy razem i powinno być coraz lepiej.
Czyli po raz kolejny się potwierdziło, że najlepiej gra się wam razem?
M.F.: tym razem sytuacja była nieco inna. Poprzednim razem rozstaliśmy się i nie wiedzieliśmy, kiedy wrócimy do wspólnej gry. Tym razem wiedzieliśmy, że wracamy do wspólnej gry po sezonie trawiastym. To, że razem gramy najlepiej wiemy od dawna, chodziło bardziej o to żeby od siebie odpocząć i przygotować się do drugiej części sezonu. |
| |
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
|